Historia t-shirta zaczyna się pod koniec XIX w., kiedy to amerykańscy wytwórcy bielizny zaczynają modyfikować ówczesne koszulkomajtki. Były one niewygodne, wykonane z nieprzyjemnego w dotyku materiału, ze zbyt dużą ilością guzików. Zaczęto więc eksperymentować, aż w końcu powstały bardziej elastyczne, bawełniane bądź wełniane podkoszulki. Wydawałoby się, że nowy produkt od razu zyska ogromną popularność, jednak tak się nie stało. W tamtych czasach nie wypadało publicznie pokazywać bielizny, którą nasze t-shirty wtedy były. Pierwszy przełom nastąpił na początku XX w. kiedy to firma Cooper Underwear Company stworzyła reklamę skierowaną do kawalerów: „Bez agrafek. Bez guzików. Bez igieł. Bez nici.” Był to strzał w dziesiątkę. Zaledwie rok później do firmy zgłasza się amerykańska marynarka wojenna, chcąca zamówić koszulki dla marynarzy. Po marynarzach t-shirty trafiają podczas I wojny światowej do wojska lądowego, a stamtąd prosto do domów zwykłych obywateli. Po wojnie rozpowszechnia się nazwa „T-shirt”, nawiązująca do kształtu koszulek przypominających literę T. Prawdopodobnie została ona po raz pierwszy użyta w druku w jednej z książek Francisa Scotta Fitzgeralda. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero w latach 50. XX w. za sprawą amerykańskiego kina. W roku 1951 w „Tramwaju zwanym pożądaniem” Marlon Brando kieruje na siebie spojrzenia nosząc opinającą ciało, jasną koszulkę. Potem nadchodzi „Buntownik bez powodu”, a z nim – James Dean, również w t-shircie. W latach 60. koszulki zaczynają nosić także kobiety (wcześniej były zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn). Dzięki możliwościom nadruku t-shirty stają się nośnikiem informacji o nas, o tym co lubimy, o naszej przynależności. Szczególnie popularne stają się koszulki z nazwami zespołów muzycznych. Dziś nosi się je na całym świecie, a wzorów, krojów, czy nadruków jest tak wiele, że ciężko się na cokolwiek zdecydować.

Nasze koszulki znajdziecie TUTAJ